Dzisiaj rano popłynęliśmy na wyjątkowy spacerek, który mi...
Dzisiaj rano popłynęliśmy na wyjątkowy spacerek, który miał szansę w końcu zmęczyć 7,5 letniego huskiego.
Początek szlaku był znośny mimo deszczy i wodospadów. Droga trzymała się na miejscu dzięki wkopanym rurą co chwilę. Za tablicą ostrzegającą o błyskawicznych powodziach szlak zamienił się w porozstawiane kamienie z niebieskim mazem.
Widoki były coraz lepsze - za plecami zostawialiśmy jezioro polodowcowe, a za ostatnim punktem ostrzegawczym zniknęły już kamienie i zostały tylko ślady butów prowadzące do celu.
I dotarliśmy pod samo czoło lodowca svartisen. Szlak był trudny, głównie przez mokre kamienie, które szybko wyschły jak przestało padać. Wrażenia nie do opisania - szum i hałas całości, zapach, barwa lodu - niesamowite.
Na powrocie zaczęło świecić słońce i buty złapały przyczepność na skałach. Nad jeziorem jeszcze była herbata z termosu i powrót promem do busa.