Język baskijski nas bardzo zaintrygował
Język baskijski nas bardzo zaintrygował. Od przekroczenia granicy kraju basków mieliśmy wrażenie, jakbyśmy zmienili kraj, a nie tylko region.
Większość odmian hiszpańskiego różniła się trochę pisownią, pojedynczymi słowami czy wymową — dla kogoś, kto nie zna dobrze hiszpańskiego to taka różnica jak między polskim z Poznania a z Białegostoku — dla wtajemniczonych jest to różnica, ale dla obcokrajowców jedno i to samo. Lokalne gwary wynikające ze zmieszania z językami po drugiej stronie granicy.
Galicyjski przypominał nam portugalski, kataloński brzmiał jak mix z południowym francuskim, andaluzyjski za to z naleciałościami z północnej Afryki, mający gdzieś echo po Maurach.
Język baskijski za to przypominał jakąś krasnoludzką gwarę — nawet nie byłem w stanie przeczytać znaków drogowych czy opisów regionalnych produktów. To samo uczucie jak się przyjeżdża na Węgry.
Jak się okazuje — jest to język zupełnie niespokrewniony ze znanymi nam językami. Najpewniej jest to rodzimy język ludów europy zachodniej, który wraz z kulturą przetrwał tysiąclecia. Pasowałoby to do niedawnej wycieczki do prehistorycznych jaskiń. Jakoś widzę go w zadymionych jaskiniach i w trakcie polowań na stada bizonów i reniferów.
Zdjęcia z "smoczej skały" - przepiękne miejsce, ale po 11 już takie tłumy, że nie idzie się przecianąć. Na szczęście wtedy już wracaliśmy.